Moja lista blogów

sobota, 24 marca 2018

Zakończenie roku szkolnego...czyli pora na wakacje! (Film, cz.8)

Drrrrrrrrryn! Drrrrrryyyn! Drrrrrrrryn! Co jest? Co się stało? Zerwałem się na równe nogi w przerażeniu szukając źródła tego strasznego hałasu. Drrrrrrryn! Nie wiedziałem skąd ten dźwięk dochodził. Majacząc senną marą podniosłem głowę i nieprzytomnym jeszcze wzrokiem patrzyłem przed siebie w nicość. Resztki snu znikały pod mrugającymi powiekami. Znowu Drrrrrryn! Czy to jeszcze ten sen czy już rzeczywistość? Zajrzałem pod łóżko i zobaczyłem stojący na podłodze metalowy budzik rodziców, który wskazywał 6:30 rano! Wyłączyłem przeraźliwy dzwonek i z mocno skwaszoną miną zacząłem sennie rozglądać się po swoim pokoju. Zaraz, zaraz przecież do szkoły zawsze budziła mnie babcia o godzinie 7:00, żebym zdążył się umyć i zjeść śniadanie przed lekcjami. A ja nie śpię o 6:30 i to zbudzony przeraźliwym alarmem! Więc co jest grane? Na fotelu przy ławie leżał nasz pies rasy pudel o imieniu "Dżeki", który ciekawie mi się przyglądał swoimi czarnymi jak węgle oczami.
Pewnie też był zdziwiony, że widzi mnie o tak wczesnej porze już obudzonego. Nic mi nie wyszło z tego rozglądania się po pokoju. W dalszym ciągu nie znalazłem odpowiedzi na wiele pytań, które przyniósł mi dźwięk budzika. Wstałem z łózka i podszedłem do kalendarza na którym widniała data 27 czerwca 1986 roku. Na dole kartki przeczytałem cytat:
 „Im więcej mamy czasu na wykonanie jakiejś pracy, tym więcej czasu nam ona zabiera.”  
Cyril Northcote Parkinson"
"Ale mądre słowa..." - pomyślałem. Wszystko jasne!!! Piątek!!! Ostatni dzień szkoły!!! Od razu zapomniałem o złym nastroju i na twarzy pojawił się banan a za nim rząd białych ząbków. Otworzyłem drzwi od pokoju a za nimi zobaczyłem tatę, który z pianą do golenia na twarzy stał przed lustrem w przedpokoju i czekał na łazienkę, którą zajęła siostra. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się w moją stronę mówiąc: "-co student? koniec męki dzisiaj? jeszcze tylko rózgi i wakacje! Ha! ha! ha!" Zaśmiał się głośno i życzliwie. Pomyślałem sobie w duchu: "fakt! koniec dzisiaj szkoły i dwa miesiące laby!" Ale nie liczyłem na rózgi bo dzięki pomocy mojej zdolnej "korepetytorki" Renaty, odwieczna "matematyczna kołomyja elementarna" została oceniona na tróję. Ale za to mocną tróję! Poszedłem do dużego pokoju gdzie mama przywitała mnie uśmiechem i wręczyła mi świeżo uprasowaną bialutką odświętną koszulę. Wskoczyłem w nią radośnie jakbym robił to pierwszy raz. Ale to było moje szóste zakończenie roku szkolnego. Dwa poprzednie lata miałem świadectwa z czerwonym paskiem i w nagrodę pojechałem na kolonie letnie w góry do Mszany Dolnej. Cóż w tym roku ta nieszczęsna trója z matmy...ciekawe dokąd w tym roku nie pojadę...ha ha ha! To wszystko było nie ważne i bez znaczenia ponieważ to ostatni dzień budy!
Gdy już byłem odpicowany w gajerek ostrożnie żeby nie zaplamić ubrania zjadłem śniadanie i poszedłem pierwszy raz w tym roku szkolnym bez plecaka do szkoły. Po drodze spotkałem kilku kolegów ze swojej klasy, z którymi wspólnie ruszyliśmy w kierunku szkoły. Żeby nie było niedomówień to poszliśmy normalną drogą bez żadnych skrótów po krzakach i sadkach. Wiadomo czemu. Wszyscy byli odstawieni jak na komunię w czyściutkie ubranka, które zakładało się tylko na wyjątkowe uroczystości. Taką uroczystością miało być dzisiejsze zakończenie roku. Szliśmy gromadą wesoło i głośno rozmawiając, przekrzykując się jeden przez drugiego. Opowiadaliśmy gdzie wyjeżdżamy na wakacje, jakie średnie mamy na cenzurach no i kto zostaje na osiedlu. Zanim się spostrzegliśmy byliśmy już pod budynkiem naszej "czwórki". Jeszcze nigdy tak szybko nie minęła nam droga do szkoły. Przed szkołą panował wielki gwar i ogólne zamieszanie. Z różnych stron schodzili się uczniowie, którzy po chwili wypatrywania "swoich" dołączali do nich tworząc co raz liczniejsze grupy. Nasi na co dzień znajomi koledzy i koleżanki dzisiaj wyglądali prawie nie do poznania. Wszyscy tak radośni i cudownie kolorowi. Dziewczyny w ślicznie upiętych włosach, w których na wietrze powiewały kolorowe wstążki miały na sobie sukienki we wszystkich kolorach tęczy. Czuć było w powietrzu tę wyjątkowość, której na co dzień mieliśmy stanowczo za mało. Na co dzień widzieliśmy siebie na wzajem ubranych w jednakowe mundurki lub fartuszki z białymi kołnierzykami, w których wyglądaliśmy jednakowo ale dzięki temu czuliśmy się wszyscy równi wobec siebie bez względu z jakiego domu pochodziliśmy. Mimo wczesnej pory słońce przyłączyło się do naszego świętowania i głaskało nas radośnie po twarzach swoimi złotymi ciepłymi dłońmi, jakby chciało nam powiedzieć "gratulacje i do zobaczenia w wakacje". Na tle wesoło gaworzących grup klasowych biegali nauczyciele między drzwiami wejściowymi a boiskiem szkolnym. Po kilkunastu minutach tego dość komicznego przedstawienia usłyszeliśmy donośny głos dyrektorki, który dochodził niby to z boiska ale echem odbijał się od murów szkoły po czym powracał do nas i powtarzał się jeszcze kilka razy gdzieś w przestrzeni.  Okazało się, że "dyrka" mówi do nas coś przez głośniki z terenu boiska. Słychać było: "raz, dwa ,raz, dwa, próba mikrofonu, raz, dwa..." Jeszcze kilka razy coś tam zapiszczało i w końcu usłyszeliśmy wyraźny i znany nam głos pani dyrektor. "Uwaga, uwaga! Zapraszam wszystkich uczniów na boisko szkolne i ustawianie się za swoimi wychowawcami, którzy czekają na swoje klasy koło linii bocznej". Bardzo fajnie, że tegoroczne zakończenie roku odbędzie się na zewnątrz. Pogoda sprzyja więc nie będziemy się ściskać na sali gimnastycznej i pocić w zaduchu budynku szkolnego. Zawsze to coś innego. Po kilkunastu minutach gdy wszyscy już znaleźli swoich wychowawców i ustawili się zgodnie z numerami klas rozpoczęła się właściwa uroczystość. Początek zawsze był nudny i usypiający bo głos zabierała jako pierwsza dyrektorka szkoły dziękując swoim nauczycielom za ciężką pracę. Potem nauczyciele dziękowali dyrektorce i rodzicom. Następnie rodzice dziękowali dyrektorce, nauczycielom i dzieciom żeby na samym końcu dzieci podziękowały dyrektorce, nauczycielom i rodzicom za cały rok nauki. Po tych dziesiątkach podziękowań, setkach rozdanych kwiatów, tysiącach uścisków dłoni i milionach pocałunków pozostawionych znakiem szminki na policzkach, przyszła wreszcie długo wyczekiwana chwila rozdania świadectw. Po zakończonej części artystycznej, w której nie zabrakło piosenek, wierszy i jakiegoś nawet przedstawienia "teatralnego" padło hasło od głównej - dowodzącej do rozejścia się do swoich sali lekcyjnych z wychowawcami.
Wiedzieliśmy, że to już tylko chwila dzieli nas od szczęśliwego końca roku a tym samym chwila do rozpoczęcia wakacji. Na naszej sali ostatni raz w tym roku szkolnym siedliśmy w swoich ławkach i susząc bez przerwy białe ząbki niecierpliwie czekaliśmy na ostatnie podsumowanie naszej niedawnej jeszcze edukacji w klasie piątej "de". Nasza wychowawczyni pani Halina siedząc za swoim biurkiem opuściła okulary na koniec nosa i otwierając powoli dziennik lekcyjny z listą obecności podniosła swój wzrok znad nisko opuszczonych okularów. Ale nie było to spojrzenie jakie do tej pory znaliśmy z lekcji historii. Nie było spojrzeniem, które szukało wśród nas ofiary do odpowiedzi. Nie było bystrym i przenikliwym spojrzeniem, które wyczuwało na odległość w naszych głowach pustkę i mętlik historycznych wydarzeń, które tylko ona sama miała chronologicznie ułożony w swojej pamięci. Jej wzrok, który starał się dotrzeć do każdego z nas z osobna niósł w sobie zwiastun dobrej nowiny a zarazem wzruszenia ze wspólnie spędzonych 10-ciu miesięcy. Na sali zapadła taka cisza, że mimo iż okna sali były zamknięte, słychać było ćwierkające wróble. Może mi się wydawało ale nasza "sorka" miała w oczach łzy, które nie chciały wypłynąć spod powieki i trzymały się kurczowo rzęsy jakby wstydziły się zdradzić swoją właścicielkę z jej drugiego oblicza. Oblicza, którego nie poznaliśmy przez ostatnie miesiące ale było na pewno odwrotnie proporcjonalne do tego, które znaliśmy na co dzień. Patrzyłem na nią z niedowierzaniem i chyba na chwilę odleciałem z naszej sali cofając się oczami wyobraźni do wszystkich swoich lekcji historii. Przestałem słyszeć o czym mówi nasza wychowawczyni. Unosząc się nad salą historii widziałem siebie stojącego pod tablicą ze spuszczoną głową a przede mną kiwającą głowa historyczkę. Gdy spojrzałem na środek sali widziałem siebie siedzącego w ławce podczas klajfy. Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach...Brrrr! Znowu wróciłem do rzeczywistości i zobaczyłem, że cała klasa patrzy na mnie z uśmiechem ale nic nie słyszałem. Po kilku sekundach z głębokiej ciszy dotarły do mnie słowa wychowawczyni: -"Maciek chodź po swoje świadectwo...Maciek podejdź do mnie po świadectwo bo wakacje się opóźnią..." Zerwałem się na równe nogi i szybkim krokiem podszedłem do biurka historyczki. Wręczając jej schowany za plecami bukiet kwiatów podziękowałem za rok nauki i wyrozumiałości za nasze czasem złe zachowanie. Sorka dała mi buziaka w policzek i dała do ręki moje świadectwo życząc udanych wakacji i bezpiecznego powrotu do szkoły. Bałem się trochę zerknąć na swoje oceny ale zupełnie niepotrzebnie. Nie było tragedii poza tą jedną trójką z matmy. Martwiłem się o ocenę z zachowania ale i tutaj znalazłem niespodziankę. Sorka patrzyła na mnie spod oka lekko się uśmiechając pod nosem. Wiedzieliśmy tylko we dwoje, że ocena z zachowania była dana mi na wyrost. Ta surowa nauczycielka dała mi swój dowód zaufania wierząc, że nie zmarnuję tej szansy. Do końca swojej  nauki w podstawówce nie zapomniałem o jej wspaniałym wobec mnie geście zaufania. Korzystając z okazji, że to nasze ostatnie chwile w tym składzie przed wakacjami postanowiliśmy wykonać jeszcze jedno zadanie.
Panował w latach 80-tych taki zwyczaj, który polegał na wymianie miedzy sobą swoich pamiętników. Były to przeważnie zeszyty obłożone ozdobnymi okładkami, w których zapisywaliśmy sobie na wzajem rymowane życzenia. Zanim rozeszliśmy się do swoich domów wymieniliśmy się pamiętnikami w taki sposób aby wszystkie wróciły do swoich właścicieli. Bardzo często taki pamiętnik wracał do swojego gospodarza dopiero po roku zanim cała klasa się wpisała do niego. Frajda była o tyle większa, że tak na prawdę nie mieliśmy możliwości przez cały rok zobaczyć jaką rymowankę dostaliśmy od swoich kolegów i koleżanek. Była to już ostatnia na dzień dzisiejszy mniej oficjalna część zakończenia roku szkolnego 1986. Teraz już tylko pozostało nam rozpocząć wakacje...


C.D.N.