Moja lista blogów

poniedziałek, 5 marca 2018

Na podbój 1000-lecia...czyli kolejne odkrycia...(Film cz.1)

Minęło pewnie kilka dni zanim zdążyliśmy nacieszyć się odkrytym "miasteczkiem rowerowym". Bywaliśmy tam dosłownie kilka razy dziennie z przerwami na posiłki. Bawiliśmy się tam niezmordowanie w "policjantów" i "złodziei" oraz wyścigi rowerowe na wytyczonych trasach.
Widok na miasteczko rowerowe
Ależ to była zabawa! Zasadzki i pościgi na terenie miasteczka gościły od rana do wieczora. Ale nadszedł taki dzień w którym padło pytanie:-" Co jest jeszcze dalej?" Nikt z nas przecież nie wybierał się samotnie w odległe dla nas zakamarki innych osiedli więc ciekawość nasza i tym razem dała górę nad zabawą. Wieczorem gdy zmęczeni po wcześniejszych wyścigach rozłożyliśmy się na chłodnej trawie naszego "sadku" jedząc zebrane z ziemi owoce, zaczęliśmy oczami wyobraźni opisywać kolejne nieodkryte jeszcze atrakcje nowych osiedli. Jedni widzieli na nowych terenach jeszcze wyższe wieżowce jakie dało się oglądać tylko na filmach. Drudzy wyobrażali sobie nowe osiedla z boiskami i basenami, które widzieliśmy tylko na terenie szkoły. Inni w odróżnieniu od pozostałych chcieli zobaczyć piękne place zabaw, na których byłoby mnóstwo kolorowych huśtawek, karuzel i olbrzymich piaskownic. Wszystko to miało się wyjaśnić już następnego dnia kiedy to zaplanowaliśmy na 8:30 wyprawę w nieznane. Głośny budzik zerwał mnie na równe nogi już o 8:00. Jak co dzień zarzuciłem na siebie obowiązkowy strój osiedlowy i po porannej higienie, śniadaniu które w locie zjadłem zbiegając po schodach byłem koło trzepaka już za kwadrans. Powoli koło mnie zjawiali się kolejni młodzi odkrywcy. Każdy z nas jak zwykle zaopatrzony w suchy prowiant i picie rzetelnie upchane a to w kieszonka a to w "listonoszkach" albo po prostu w szkolnych plecakach. Gdy wszyscy zjawili się na miejscu ruszyliśmy znaną już nam drogą w kierunku ul. Rynkowej za którą schowane było "miasteczko rowerowe".
Korty tenisowe 2 etap 1000-lecia
Ominęliśmy odkryte wcześniej miejsce i podążaliśmy dalej na północ. Przechodziliśmy wzdłuż wysokiego zielonego i gęstego żywopłotu gdy niespodziewanie zza niego dobiegły nas echem powtarzające się okrzyki:-"AUT!" , "NET!" , "SERWIS!". Przeszliśmy dookoła zielonego ogrodzenia i znaleźliśmy wejście. Ale furtka była zamknięta i nie mogliśmy wejść na teren kortu. Na furtce była niebieska tabliczka z godzinami otwarcia kortu oraz cennikiem.  Patrzyliśmy z zazdrością wczepieni palcami w wysoką siatkę i z przyciśniętymi policzkami do niej podziwialiśmy zagrania zawodników. Po kilkunastu minutach od strony budynku socjalnego zaczął w naszą stronę iść chłopak. Był naszego wzrostu i na oko w naszym wieku. Miał kręcone ciemne włosy i ubrany był na sportowo jakby zaraz miał wejść na boisko. Gdy zbliżył się do furtki rozpoznaliśmy w nim naszego rówieśnika z podstawówki z przeciwnej klasy. Zrobiło nam się nieswojo bo w głowach mieliśmy jeszcze zaciągnięty hamulec przed wszelkimi znajomościami osób z innych klas nie mówiąc już o międzyosiedlowych przyjaźniach. Przyjęliśmy na jego widok najgroźniejsze miny jakie mogliśmy sobie wyobrazić i układaliśmy w głowach "wiązanki" jakimi obsypiemy kolesia na powitanie. On podszedł pewnie do furtki, wyjął z kieszonki kluczyk, którym otworzył zamek. Otwierając drzwi z uśmiechem powiedział:_"Cześć! Chcecie popatrzeć od środka to wchodźcie!". Szczęki nam opadły, "wiązanki" uschły a na powitanie dostaliśmy wyciągniętą dłoń kolegi. "Czarek jestem, wchodźcie!". Przechodząc przez bramkę każdy przywitał się mówiąc swoje imię i uśmiechając się niepewnie. Czarek wskazał nam miejsce do siedzenia na ławce, która była tak blisko kortu, że mogliśmy dotknąć siatki. Niesamowite! Tutaj mieli korty tenisowe! A my nawet o nich tyle lat nie wiedzieliśmy. Spędziliśmy tam sporo czasu zadając nie kończące się pytania jak jest w jego klasie, jak się mieszka na osiedlu, czy jest w jakiejś bandzie osiedlowej itd, itd. W międzyczasie podawaliśmy piłeczki grającym zyskując ich sympatię i uznanie. W przerwach między "Gemami" jedliśmy nasz prowiant częstując wszystkim naszego nowego kolegę. Było nam bardzo dobrze. W końcu nadszedł czas końca meczu i powoli zaczęliśmy się zbierać w dalszą drogę. Jako, że mieliśmy już tubylca za kolegę poprosiliśmy go żeby pokazał nam swoje osiedle. Nie wiem czemu mieliśmy takie wrażenie jakby ten kort należał do niego. Może dlatego, że wychodzący gracze ściskali jego dłoń na pożegnanie? Czarek z widoczną radością zgodził się zostać naszym przewodnikiem i wręczając każdemu na pamiątkę zieloną piłeczkę tenisową ruszył przodem przed siebie. Prowadził nas osiedlem do złudzenia przypominającym nasze własne. Wszystko było w tych samych miejscach. Wieżowce, czteropiętrowce, place zabaw, parkingi, garaże tylko jakby trochę nowsze i ładniejsze. Szliśmy za nim odbijając bez przerwy o asfalt chodnika swoje piłeczki.


Trzymając się blisko naszego nowego kumpla doszliśmy do jednopiętrowego budynku który kształtem przypominał ósemkę. Był bardzo szeroki. Pewnie 2 razy szerszy od wieżowca ale kształt jego bardzo odbiegał od spójnego prostokąta. Cała jego potęga polegała chyba na tym, że składał się jakby z kilku przyklejonych do siebie budynków dzięki czemu oferował nam do zabawy mnóstwo swoich zakamarków i schowków. Na dodatek z drugiej swojej strony przywitał nas długimi schodami prowadzącymi na pierwsze piętro.


Wymarzone wprost miejsce do zabawy w chowanego! Mając taki asortyment budownictwa socjalistycznego do wykorzystania nie mogliśmy od razu z niego nie skorzystać. Szybką wyliczanką w stylu "wpadła bomba do piwnicy, napisała na tablicy...." wylosowaliśmy spośród siebie  "kryjącego" i wskazując wszystkim miejsce do "zaklepywania" krzyknęliśmy chórem "Kryjesz!" po czym natychmiast rozbiegliśmy się po całym budynku mają do dyspozycji 30 sekund na znalezienie idealnej kryjówki. Bawiliśmy się w tym miejscu na zmianę się chowając i szukając. Wspaniała lokacja. Na pewno będziemy tutaj często wracać. I wracaliśmy...
Dzięki naszej drugiej wyprawie nie dość, że poznaliśmy nowego kolegę, poznaliśmy korty tenisowe, dostaliśmy super piłki tenisowe to na deser jeszcze to - nowy budynek do zabawy i to z jaką nazwą "C H E M I A".

C.D.N.

7 komentarzy:

  1. Zimą na tych kortach wylewano wodę i było super lodowisko ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że tego nie doświadczyłem. Ale za to pamiętam lodowisko na boisku SP nr.4 na którym bandy zrobione były ze śniegu :)

      Usuń
  2. Czarek Best Z 1klatki dlugiego bloku? ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarek B mialo byc ��

      Usuń
    2. Na pewno CZarek B. Ale moja pamięć nie ma żadnych informacji w którym bloku. Tutaj mam tylko pustkę niestety...

      Usuń
  3. Ja jezdzilam tam na lyzwach ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób mi mówiło o tym lodowisku ale ja nigdy nie miałem okazji tam jeździć na łyżwach. Ominęła mnie więc taka atrakcja!

      Usuń