Spakowałem swoją walizkę w niecałą godzinę i przed 16:00 stałem już gotowy przy "Maluszku" taty. Nasz "Maluch" bo tak zdrobniale nazywano Fiata 126 P to było auto, które zjeździło pół Europy. Dzisiaj jest to nie do wyobrażenia ale w tamtych czasach ten wehikuł potrafił zmieścić w sobie 4 osoby z bagażami, na dachowym bagażniku 2 kanistry 20-to litrowe z benzyną na zapas oraz 2 torby z towarem na handel. Nieeeee to nie koniec. Po wyjęciu koła zapasowego z bagażnika wkładało się jeszcze namiot, materace i leżaki z turystycznym stolikiem. O teraz prawie wszystko.
Maluch wyglądał jak przeładowany dromader przygotowany do wyprawy przez pustynię. Tak zapakowany "fiacik" często jechał parę tysięcy kilometrów jadąc przez ZSRR, Czechosłowację, Węgry, Jugosławię do Włochy po to tylko żeby kupowane wcześniej produkty sprzedawać we Włoszech z zarobkiem.
Ale to robiło wrażenie! Po obydwu stronach ciągnęły się bez końca ogrodzone siatką ośrodki wypoczynkowe różnych zakładów pracy. Mijaliśmy ośrodki wczasowe znanych z Siedlec zakładów: "Karo", "Stalchemak", "Polmozbyt", "PKP", "PKO" i wiele innych. Dech zapierało mi w piersiach na sam widok tego tajemniczego miejsca. Gdy pomyślałem sobie, że spędzę w takim otoczeniu dwa tygodnie to aż mrówki przebiegły mi po plecach. Jechaliśmy wolnym tempem jeszcze kilka minut do miejsca gdzie las się przerzedził a ja zauważyłem tablicę informującą o zabytkowym kościele w Serpelicach.
To chyba tutaj "pomyślałem" i jeszcze bardziej przycisnąłem nos do szyby ,żeby niczego nie przeoczyć. Bardzo wolno kluczyliśmy tak naprawdę pomiędzy wczasowiczami, którzy idąc środkiem ulicy w radosnych nastrojach przechadzali się między ośrodkami a leśnymi barami, których było co nie miara na naszej drodze. Mimo wczesnej pory w niektórych ośrodkach rozbrzmiewała już głośna muzyka dyskotekowa zapraszając na swoje wieczorne potańcówki przy przebojach lat 80-tych. Słychać było po lesie płynącą "Nie rycz mała nie rycz", "Córkę rybaka", czy też inne szlagiery z zachodu takich kapel jak Modern Talking, CC Catch, Kim Wilde. Z głośników echem po lesie niosło zapowiedzi prowadzących dancingi o godzinie rozpoczęcia imprezy tanecznej oraz o grach i zabawach dla dzieci i młodzieży a także o jakichś konkursach z nagrodami. Ale atmosfera! Tego u nas w mieście nie miałem okazji doświadczyć.
Małą próbkę takich imprez miałem okazję na własnej skórze przeżyć tylko na klasowych dyskotekach lub rzadko organizowanych dyskotekach szkolnych. Ahhh...dyskoteki.... Byłem ich nie koronowanym królem. Królem tańców "przytulańców". Mimo, że zawsze początki były typowo siłowe. Dlatego siłowe lub wysiłkowe-jak kto woli, bo ciężko wszyscy pracowali nad tym żeby ściany sali gimnastycznej nie runęły podtrzymując i podpierając je mocno plecami. Mimo usilnych zaproszeń Didżeja do skocznych rytmów zachodnich przebojów Sandry i Sabriny oraz konkursów pt." Panie proszą Panów" i na odwrót nikt nie zostawił ścian bez pomocnych pleców. Ale...do czasu! Do czasu gdy w głośnikach zabrzmiały wolne i namiętne ballady taneczne między innymi takich wykonawców jak Patrick Swayze "She's Like The Wind" czy Savage ze swoim "Don't Cry Tonight" albo pięknej Jennifer Rush w utwórze "Power of love". Słysząc te nastrojowe nuty nikt nie myślał o zawaleniu się ścian sali. Wszyscy fachowcy budowlani i strażnicy swojego kawałka podłogi ruszyli biegiem na środek w locie szukając swoich wybranek do zarzucenia im rąk na szyi. Nasze koleżanki niby to zajęte rozmową spoglądały ciekawie na cele podążające w ich kierunku. Często w takim wyścigu dochodziło do potknięć, wywrotek oraz innych zdarzeń z dziedziny kolizji drogowych nie wspominając już o celowym eliminowaniu konkurencji w drodze do wybranki. Pojawiały się wtedy zestawy eliminacyjne w postaci podstawiania nogi, popychania w celu wyrzucenia kontrahenta ze wspólnego toru lotu w tym samym kierunku a także odwróconej katapulty czyli tak silnego pociągnięcia za tył swetra aby przeciwnik w locie znalazł się za nami. Cóż wszystkie chwyty były dozwolone w drodze do partnerki a zgodnie z maksymą "wojna to wojna straty muszą być" bez większych oporów dążyliśmy do celu. Po takim krwawym wyścigu pozostało już tylko tym, którzy wylądowali przed swoją wybranką twarzą w twarz grzecznie się ukłonić i mimo bólu w biodrze, sińca pod okiem i rozerwanego na plecach swetra z Turcji rozpocząć rytmiczny balans ciał. Oooo taaaak! W tym byłem dobry. Mam nadzieję, że w Serpelicach też będą dyskoteki. No a jak dyskoteki to pewnie i będą dziewczyny. Z moich dyskotekowych wizji i marzeń wyrwał mnie nieprzyjemny pisk hamulców "maluszka". Ocknąłem się szybko i rozejrzałem dookoła samochodu. Ale nie zobaczyłem żadnej przyczyny tak ostrego hamowania. Szybko dotarły do mnie słowa taty, który chyba kolejny raz powtarzał " No, jesteśmy na miejscu ". Wyszedłem z auta i przeczytałem na tablicy budynku napis " Szkoła Podstawowa w Serpelicach".
Cooooo??? Szkoooooła??? Ze szkoły do szkoły? A gdzie te kolonie obiecane? Zrobiło mi się słabo...To chyba kolejny żart mojego taty pomyślałem sobie i spojrzałem z lekkim uśmiechem na niego. Na pewno chciał się odgryźć za moją tróję z matmy i to się mu udało. Pewnie zaraz wsiądziemy do samochodu i wrócimy do domu. A ja tak wierzyłem w te kolonie...w te dyskoteki...w te leśne wycieczki. Tato spojrzał w moją stronę i widząc strach w moich oczach uśmiechnął się i powiedział " No to za dobrą naukę masz jeszcze 2 tygodnie dodatkowych zajęć w tej szkole na korepetycje z matematyki z najlepszymi uczniami wojewódzctwa". Po czym roześmiał się na cały głos. Nie było mi do śmiechu ale tato znany ze swoich dowcipów szybko wyjaśnił, że w budynku szkolnym będziemy nocować w czasie kolonii. Kamień spadł mi z serca i to centralnie na lewą nogę bo przechodząc przez furtkę potknąłem się z wrażenia o krawężnik i z bólem stopy, kuśtykając dumnie wszedłem na teren szkoły... tzn. na teren kolonii. Tato szedł za mną z moją wielką skórzaną walizką trzymając mnie za ramię jak swojego godnego przedstawiciela. W drzwiach szkoły, na których wywieszona była karta z napisem "Kolonie letnie - organizator ZHP Łosice, stała ubrana w mundur harcerski z granatowym sznurem na lewym ramieniu kobieta, która na nasz widok zasalutowała po czym podając najpierw tacie a potem mi na przywitanie rękę przedstawiła się "Jestem Drużynowa Joanna! Witam na naszym obozie kolonijnym w Serpelicach!" Ciarki mi przeszły po plecach. Jaki obóz? Jaki harcerski? Ja nawet nie wziąłem mundurka swojego...o co tu chodzi? Kurczaki to ja za karę zamiast na kolonie to trafiłem do obozu??? Zastępowa wzięła od taty walizkę a do mnie powiedziała "pożegnaj się tutaj z tatusiem i chodź za mną pokaże ci twoją grupę" Dostałem od taty buziaka w czoło i jeszcze kilka dobrych rad na ucho, których nie słyszałem wcale z powodu mojej ekstytacji, po czym jak Zombie ruszyłem krok w krok za moją zastępową Joanną. Dziwne to uczucie znaleźć się w środku szkoły podobnej do mojej i to jeszcze na domiar złego w środku wakacji. Brrrr! Szliśmy parterowym korytarzem identycznym jak w mojej "czwórce" do samego jego końca. Tam znajdowała się sala lekcyjna od której drzwi były lekko uchylone i można było usłyszeć dobiegające ze środka głosy rozmów. Joanna otworzyła drzwi na oścież i donośnym głosem podała komendę "Powstań drużyna! Baczność! Przywitajcie nowego kolegę z Siedlec". Położyła moją walizkę na nie zajętym jeszcze łóżku polowym i powiedziała do reszty "To jest Maciej i będzie w naszej drużynie...powiedzcie mu wszystko o regulaminie i nie zapomnijcie nauczyć się na godzinę 20:00 hymnu harcerskiego...będziemy go śpiewać 2 racy dziennie! Na apelu porannym i wieczornym! Nie chcę się na Was zawieść bo jesteście moją i to znaczy najlepszą drużyną!. Spocznij! Macie teraz czas wolny!" Uśmiechnęła się do nas życzliwie i jej twarz nabrała zupełnie innego blasku. Z tej surowej i srogiej drużynowej zmieniła się w anioła o blond włosach, radosnym uśmiechu ozdobionym pięknymi białymi zębami i szafirowych oczach, które w jednym czasie nabrały innego zupełnie blasku. Do ręki wcisnęła mi kartkę z maszynopisem pt. " Wszystko co nasze - hymn harcerski autor Ignacy Kozielewski" mówiąc "do wieczora chłopaki i powodzenia w nauce hymnu!". Po czym jeszcze raz się uśmiechnęła i krzyknęła "Czołem drużyna! " i nie czekając na nasze "Czołem drużynowo!", wyszła sprężystym krokiem z sali machając wesoło swoim blond warkoczem wystającym spod beretu jakby na pożegnanie. Moi nowi koledzy obsiedli mnie dookoła mówiąc jeden przez drugiego skąd pochodzą, gdzie pracują ich rodzice, jak mają na imiona i jeszcze o wiele więcej informacji od których rozbolała mnie głowa. Wyciągnąłem ręce nad głową i siłą bezwładności upadłem na swoje łóżko plecami patrząc w sufit. Chłopcy ucichli zaniepokojeni i spytali czy nic mi nie jest. Ja chwilę leżąc ze wzrokiem wbitym w sufit cichym głosem odpowiedziałem "Nawet nie wiecie jak bardzo jestem szczęśliwy, że tutaj przyjechałem" Zaraz potem zaczęliśmy od nowa opowiadać sobie wszystko po kolei w międzyczasie ucząc się słów hymnu:
"Wszystko co nasze Polsce oddamy,
w niej tylko życie, więc idziem żyć,
świty się bielą, otwórzmy bramy.
Rozkaz wydany: Wstań! W słońce idź!
Ramię pręż, słabość krusz,
ducha tęż ojczyźnie miłej służ!
Na Jej zew w bój czy w trud,
pójdzie rad harcerzy polskich ród!
harcerzy polskich ród..."
w niej tylko życie, więc idziem żyć,
świty się bielą, otwórzmy bramy.
Rozkaz wydany: Wstań! W słońce idź!
Ramię pręż, słabość krusz,
ducha tęż ojczyźnie miłej służ!
Na Jej zew w bój czy w trud,
pójdzie rad harcerzy polskich ród!
harcerzy polskich ród..."
Moi kumple z drużyny wyjaśnili też, że to nie jest typowy obóz harcerski tylko kolonie na których naszymi dodatkowymi opiekunami będą też harcerze z okolicznych hufców. Dzięki nim będziemy brać udział w "podchodach leśnych", nauczymy się topografii z kompasem w terenie otwartym i czytania map. Zdobędziemy wprawę w podstawowym ratownictwie medycznym i jeszcze wiele atrakcji o których jeszcze nie słyszeli.
Dzięki nie mającym końca rozmowom nawet nie spostrzegliśmy jak wybiła pora kolacji a zaraz po niej apel wieczorny, na którym tłumnie się zebraliśmy. Do tej chwili myślałem, że moja grupa to jedyna na koloniach a okazało się zupełnie inaczej. Ustawialiśmy się niezdarnie w kolumny wywoływani przez swoich drużynowych. Zobaczyłem w tłumie ludzi swoją blond Joannę i pobiegłem w jej stronę. Gdy byliśmy już wszyscy koło niej ustawiła nas w dwuszeregu według wzrostu frontem do masztu z biało-czerwoną flagą. Dopiero wtedy zauważyłem, że jest nas duuuużo więcej. Było 6 drużyn z których każda liczyła około 12 osób. Były 3 drużyny dziewczyn i 3 drużyny chłopaków. Super! Pewnie będą dyskoteki! Na czele każdej drużyny stali drużynowi oraz panie opiekunki. W pewnym momencie cały gwar zebranych na placu apelowym dzieciaków został uciszony głośną komendą "Baczność! Do hymnu!" Z setki gardeł popłynął piękny, podszyty dumą i chwałą hymn harcerski. Wpatrzeni w falującą na wietrze flagę Polski deklamowaliśmy melodyjnie i z namaszczeniem słowa wiersza Ignacego Kozielewskiego. Czułem się wyjątkowo i bardzo uroczyście. Chwila pieśni, przez którą oddawaliśmy cześć i pamięć poległym harcerzom oraz wyraz naszej wspólnej więzi mocno nas jednoczyła i zbliżała do siebie. Czuliśmy wielką dumę z tego, że możemy razem być tu i teraz. Po hymnie Komendant kolonii odczytywał plan kolejnego dnia. W skrócie też opisał jakie atrakcje na nas czekają w ciągu tych 2 tygodni pobytu w Serpelicach. Miały być wycieczki do stadniny koni w Janowie Podlaskim, spływ kajakami po Bugu, wycieczki po lesie, zawody sportowe i wiele wiele innych. Atrakcji było bez liku. Do dyspozycji mieliśmy salę sportową ze stołami do ping ponga, boisko do kosza i piłki nożnej a co drugi dzień jeździliśmy na basen odkryty w Serpelicach w ośrodku wypoczynkowym. Ku mojej uciesze okazało się, że dzisiaj wieczorem odbędzie się dyskoteka integracyjna wszystkich drużyn z okazji rozpoczęcia kolonii. A jednaaaak! Będzie disco - będzie wszystko!!! Obiecałem sobie tylko jedno na ten wieczór. W związku z tym, że budynek wydawał się być solidną konstrukcją postanowiłem nie podpierać ścian od środka na zabawie tanecznej...
Dzięki nie mającym końca rozmowom nawet nie spostrzegliśmy jak wybiła pora kolacji a zaraz po niej apel wieczorny, na którym tłumnie się zebraliśmy. Do tej chwili myślałem, że moja grupa to jedyna na koloniach a okazało się zupełnie inaczej. Ustawialiśmy się niezdarnie w kolumny wywoływani przez swoich drużynowych. Zobaczyłem w tłumie ludzi swoją blond Joannę i pobiegłem w jej stronę. Gdy byliśmy już wszyscy koło niej ustawiła nas w dwuszeregu według wzrostu frontem do masztu z biało-czerwoną flagą. Dopiero wtedy zauważyłem, że jest nas duuuużo więcej. Było 6 drużyn z których każda liczyła około 12 osób. Były 3 drużyny dziewczyn i 3 drużyny chłopaków. Super! Pewnie będą dyskoteki! Na czele każdej drużyny stali drużynowi oraz panie opiekunki. W pewnym momencie cały gwar zebranych na placu apelowym dzieciaków został uciszony głośną komendą "Baczność! Do hymnu!" Z setki gardeł popłynął piękny, podszyty dumą i chwałą hymn harcerski. Wpatrzeni w falującą na wietrze flagę Polski deklamowaliśmy melodyjnie i z namaszczeniem słowa wiersza Ignacego Kozielewskiego. Czułem się wyjątkowo i bardzo uroczyście. Chwila pieśni, przez którą oddawaliśmy cześć i pamięć poległym harcerzom oraz wyraz naszej wspólnej więzi mocno nas jednoczyła i zbliżała do siebie. Czuliśmy wielką dumę z tego, że możemy razem być tu i teraz. Po hymnie Komendant kolonii odczytywał plan kolejnego dnia. W skrócie też opisał jakie atrakcje na nas czekają w ciągu tych 2 tygodni pobytu w Serpelicach. Miały być wycieczki do stadniny koni w Janowie Podlaskim, spływ kajakami po Bugu, wycieczki po lesie, zawody sportowe i wiele wiele innych. Atrakcji było bez liku. Do dyspozycji mieliśmy salę sportową ze stołami do ping ponga, boisko do kosza i piłki nożnej a co drugi dzień jeździliśmy na basen odkryty w Serpelicach w ośrodku wypoczynkowym. Ku mojej uciesze okazało się, że dzisiaj wieczorem odbędzie się dyskoteka integracyjna wszystkich drużyn z okazji rozpoczęcia kolonii. A jednaaaak! Będzie disco - będzie wszystko!!! Obiecałem sobie tylko jedno na ten wieczór. W związku z tym, że budynek wydawał się być solidną konstrukcją postanowiłem nie podpierać ścian od środka na zabawie tanecznej...








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz