Moja lista blogów

wtorek, 27 lutego 2018

Szkoła Tysiąclecia...czyli przyjaciele nie zawsze na zawsze...

Taka była moja pierwsza przygoda z psem, która jak się później okazało zaowocowała moją miłością do zwierząt po dzisiejszy dzień.
Lata 80-te...
Mimo tego, że byłem starszy o prawie 10 lat to pewnie jak większości moich rówieśników czasy te kojarzą się z niebieskim i zielonym kolorem. I wcale nie chodzi o to, że kolory te dzisiaj są postrzegane przez pryzmat wspomnień kolonii letnich, wczasów, wakacji, urlopu, wypoczynku, wody, łąki itp. Mi kojarzą się niestety ze wspomnieniami wszechobecnej milicji obywatelskiej i grzejącego się przy koksownikach wojska.


W tej dekadzie żeby nie było tak do końca smutno w moim rodzinnym domu pojawiły się trzy na pozór prawie niedostrzegalne zwierzaki. Były to dwie papużki faliste i jedna świnka morska. Ktoś może sobie pomyśleć że to ogień i woda, mieszanka wybuchowa. Być może ma rację. Ale nie w moim domu. Miałem to szczęście, że zwierzaki które pochodziły nawet z jednego łańcucha pokarmowego to dziwnym trafem żyły koło siebie w pełnej symbiozie i przyjaźni.


Tak było i tym razem. Prócz moich nowych zwierzęcych domowników pod wspólnym dachem zamieszkała jeszcze jedna postać. Była nią...moja świeżo narodzona siostra.


Cóż dla mnie to olbrzymi przełom, szok, tragedia i rozpacz w moim dotychczasowym życiu jedynaka i zmiana wszystkiego o 180 stopni. Od tej pory wydawało mi się, że już nic nie będzie takie samo jak było dotychczas. Nie byłem też pewny już tej wspólnej domowej sielanki i życia w symbiozie, która tak pięknie rozkwitała pod dachem mojego domu. Niedaleka przyszłość wszystko zweryfikowała i to na korzyść dla wszystkich stron. Na szczęście dla nas wszystkich myliłem się i to bardzo ale o tym może przy innej okazji. Czas na szybkie zestawienie faktów. Mamy więc lata 80-te, dwie papużki, świnkę morską no i moją młodszą siostrę a ja w tym czasie stąpam ostrożnie po kruchym lodzie nauki uczęszczając do szkoły podstawowej. Nie byle jakiej szkoły bo tzw. "tysiąclatki". Nie myślcie, że tyle miała ona lat ( ha! ha! ).

"Szkoła tysiąclecia, właściwie szkoła-pomnik Tysiąclecia Państwa Polskiego – budynek szkolny wzniesiony w ramach programu oświatowego realizowanego w czasie jubileuszu Tysiąclecia Państwa Polskiego jako forma uczczenia tego jubileuszu". (Cyt. Wikipedia )
Kliknij tutaj a obejrzysz krótką historię mojej szkoły...




Nie zawsze miałem do szkoły z górki. Bywały dnie kiedy wracałem do domu z płaczem bo właśnie dzisiaj byłem odpytywany z historii Piastów! Z Piastów? To było tak dawno, że nawet jakby to powiedział dzisiejszy gimnazjalista "nawet mojej starej wtedy na świecie nie było".  Historia jak historia ale dlaczego ja? Przecież właśnie tego dnia powinna odpowiadać Renata bo to była data z jej numerem w dzienniku. Ale komu mam to powiedzieć? Pani od historii, że się pomyliła i powinna o Piastów zapytać Renatę bo ona się obkuła? Renacie, że powinna zgłosić się na ochotnika ratując mi skórę?  Nie! Wtedy się nikomu nie skarżyło bo to była "kicha". Cierpliwie o niczym nie mówiłem rodzicom aż do pierwszej wywiadówki na której o wszystkim się i tak dowiedzieli. A do dnia kiedy wszystkie "lufy" wyszły na jaw twardo i lojalnie trzymałem gębę na kłódkę bo przecież wszystko było dobrze i nie miałem żadnych zaległości w szkole. Gdybym powiedział o dwójach to dostałbym szlaban na tydzień albo i dwa! A tak dostałem oczywiście szlaban ale dopiero za dwa tygodnie! Jak sami widzicie nie miało to najmniejszego sensu ani odrobiny logiki. Ale po co wtedy była mi do szczęścia logika? Wtedy szczęście miało inny wymiar. Szczęściem było spotkać się z przyjaciółmi  i do późnego wieczora robić wszystko to z czego dzisiejsza młodzież nie korzysta...być ze sobą...
Wtedy nie spędzaliśmy czasu siedząc przed ekranem komputerów, tabletów, telefonów. Nie rozmawialiśmy przez komunikatory i sms'y. Nie spotykaliśmy się na wirtualnych boiskach swoich konsol do gier. Wtedy byliśmy wszyscy tacy bardzo realni. Wystarczyło aby wyjść na podwórko, żeby wszystko nierealne i zakazane stawało się możliwe do zrobienia.
Tak też się działo. Wszyscy byliśmy tacy prawdziwi i do bólu znani sobie nawzajem ze wszystkimi swoimi problemami, smutkami, radościami i szczęściami. Potrafiliśmy się tym wszystkim dzielić bo nie przyszłoby nam do głowy aby ktokolwiek mógł to wykorzystać przeciwko nam. Byliśmy ufni i szczęśliwi. Może właśnie dzięki temu, że potrafiliśmy się cieszyć z tak małych rzeczy to do dzisiaj niektórzy z nas utrzymują ze sobą kontakty. Tak po prostu bez jakichkolwiek pobudek...

C.D.N.

2 komentarze:

  1. Ha�� Renata nie lubiła historii, bo od zawsze wolała matematykę . A zawsze byłeś sąsiadem na liście w dzienniku.I te wspomnienia podwórka....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renia ma świetną pamięć. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam po więcej :)

      Usuń